Priests – Nothing Feels Natural (2017)


Pomimo mojej ogromnej sympatii do „Nothing Feels Natural” jestem w stanie zrozumieć, że ktoś mógłby zmieszać Priests z błotem. Nie ma co się czarować – mamy do czynienia z płytą opartą na recyklingu. Opener „Appropriate” to wypisz-wymaluj no wave Lydii Lunch; „No Big Bang” krzyżuje Sonic Youth z White Lung; a „Suck” nawet nie udaje, że nie jest coverem nieistniejącej dance-punkowej piosenki Au Pairs. W tym miejscu sytuacja się zagęszcza, ponieważ Priests w tej swojej zżynce są rewelacyjni; i nigdy nie mamy poczucia, że ktoś tu jest bezczelny bądź idzie na łatwiznę. Dobrym przykładem jest „Jj” – średnio zajmujący surf-rockowy motyw powoli przeobraża się w lśniącą pop-punkową melodię. Cały czas gdzieś ich nosi, a to zawsze jest cenne. Poza tym punkową wrażliwość Priests można porównać do wspomnianych już White Lung – może zatem trzaskać i zgrzytać, ale musi być też przejrzyście. Nie potrafię się temu oprzeć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.