Przegląd: 1001 najważniejszych utworów XX wieku #9

Chciałbym zaprezentować – w miarę chronologicznie – 1001 najważniejszych momentów muzycznych XX wieku. Wieku w którym utworzyła się muzyka rozrywkowa i przy okazji praktycznie zakończył się cały cykl jej rozwoju. Od przeistoczenia romantyzmu w modernizm, przejście ragtime’ów w spiritual jazz, kroczenie rhythm and bluesa poprzez soul do hip-hopu, wpływ Bitelsów na pokolenie teledysków na Vivie, coraz to bardziej ekstremalne gatunki powstałe z krautrocka, aż po bliskość post-punku z disco. Droga od „Salome” Straussa do „Kid A” Radiohead. Droga wyboista, rozpoczęta i zakończona dwoma trzęsieniami Ziemi, ale paradoksalnie przyjemna i ciekawa. Co tydzień pojawi się tu parę odcinków. Spoilery tej historii można odszukać na moim blogu.


Down in the Water
rok powstania: 1901

Historia muzyki rozrywkowej to banalna sprawa. Najpierw śpiewano „Down in the Water” na plantacjach bawełny w XIX wieku i piosenka przenosiła się z pokolenia na pokolenie. Duchowy nurt, który w ten sposób się tworzył, nazwano negro spiritual. Ten z kolei zaczął łączyć się z gospelem, dixielandem czy ragtime’em i zapoczątkował bluesa. Natomiast z bluesu wykiełkował jazz, który ewoluował w soul, r&b i hip-hop. Nie chcę mówić o tym, że jakby nie bawełna, to słuchalibyśmy teraz tylko muzyki klasycznej, ale po prostu zawdzięczamy tym piosenkom genezę wszystkich podstaw funkcjonujących do dzisiaj.


Antonin DvořákFrom The New World
rok powstania: 1893

W XX wieku paść miał w końcu stereotyp, że muzykę klasyczną piszą tylko biali obywatele Europy mówiący wyłącznie po niemiecku. Przyczynił się do tego Antonin Dvořák, którego bardziej interesował talent niż pochodzenie. Dvořáka fascynowały Stany Zjednoczone. Na Manhattanie usłyszał Harry’ego T. Burleigha, utalentowanego czarnoskórego śpiewaka i muzyka. Czeski kompozytor zachwycił się Burleighem i perspektywami muzyki w XX wieku. Negro spiritual otworzyło przed nim całkiem nowe możliwości. Na podstawie tych inspiracji powstała jego IX symfonia – nazwał ją „Symfonią z Nowego Świata”. Dvořák do tego stopnia oszalał na punkcie muzyki ze Stanów, że zaczął opowiadać o tym, że Beethoven był tak naprawdę kopistą czarnej muzyki. To pokazywało, jak mocno z nią się związał, i jak – według niego – wielki wpływ miała wywrzeć na następne dekady.


Ray CharlesIt Should Have Been Me
rok powstania: 1954

Niespodziewany przeskok związany z obecną fascynacją wczesną twórczością Charlesa. Nie wiem, czy jakakolwiek płyta w historii (w zasadzie składanka) nie oddaje tak dobrze tego jak powstawał pop, niż „The Birth of Soul”, posiłkując się przy okazji wypadkową zjawiska zwanego soulem. Soul wziął wszystko co najlepsze z twórczości Ellingtona, Ivesa czy Nata Cole’a i zmiksował to do najprostszych form muzycznych jakie wówczas istniały. Mało który gatunek w historii muzyki stawiał tak na melodię jak soul, prowadząc ją tak długo, aż nie wkręciła nam się na dobre do głowy. Cały wybuch harmonijności w latach 60-tych wziął się z przełomu, na który wpływ mieli Charles czy Buddy Holly. Charles całkiem ładnie pasuje do tego zestawienia: przywrócił w nigro spirituals to, co najważniejsze, czyli zabawę i autentyczność. Muzyka popularna już chyba od tego momentu nigdy nie odeszła od tej prostoty. Do dzisiaj telewizja uświadamia nas, że chodzi o fun. Jeśli naród ma być przy tym tak wesoły, jak Charles w momencie tworzenia tych kawałków, to jak najbardziej popieram.


Duke EllingtonEast Saint Louis Toodle-Oo
rok powstania: 1927

Być może tym kawałkiem zaczyna się jazz. Niejaki Igor Strawiński w 1926 przybywając do Stanów zaczął grać na niejakich pianolach (rodzaj pianina) swoją wersję amerykańskiej muzyki i zachwyciła go myśl zastąpienia wielkich orkiestr ledwie paroma ludźmi. W studiu Pleyela zaczął grać różne improwizowane wariacje, kombinując przy tym z gramofonem. Jego wizję w tym samym studio zaczął realizować niejaki Duke Ellington, czyli najważniejszy jazzman w historii gatunku. „East St. Louis” to bardzo charakterystyczny utwór – czujemy tu napięcie pomiędzy bluesowym tematem trąbki a spokojnym akompaniamentem zespołu. Partia trąbki to improwizacja wirtuoza zwanego Bubberem Miley. To właśnie tu wróciła oaza wolności zwana improwizowaniem solistów. Powrót do czasów Mozarta czy Beethovena, którzy żyli z przypadkowego (wiem, że to zbytnie uproszczenie) klikania w klawisze. Ludzie zaczęli uciekać od wiecznej powagi muzyki klasycznej i rozszerzali jej granice do przypadku połączonego z wielkim talentem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.